poniedziałek, 27 lutego 2017

Styczeń i luty 2017 na zdjęciach | Londyn, kocia historia, zakupy i bitch face




Styczeń i luty to dla mnie zwykle martwe miesiące. Spędzam je raczej spokojnie i czekam, aż rok rozkręci się na dobre. Tym razem trochę się działo, zwłaszcza w zeszłym tygodniu... Chodźcie na podsumowanie. :)

One night in London


O tym, że byłam w Londynie wiecie już z TEGO WPISU. Nie może jednak zabraknąć wzmianki o mojej małej wyprawie w zdjęciowym podsumowaniu. Londyn wydawał mi się przereklamowanym miastem, a jednak pozory często mylą - ma cudowny klimat i z chęcią wybiorę się tam jeszcze raz. No i ta brytyjska wiosna, którą mogłam poczuć, gdy u nas padał śnieg...




Wiosna ♡




W Londynie odwiedziłam między innymi dzielnicę Notting Hill i miejsca z filmu o tej samej nazwie, który był moim ulubionym, gdy byłam nastolatką. Fajnie jest spełniać marzenia z dzieciństwa, które wtedy były tak odległe - już kilka wykreśliłam z listy, ale jeszcze kilka pozostało do odhaczenia, m.in. Nowy Jork. :) Londyn wskoczył na moją listę moich ulubionych europejskich miast, zaraz obok Paryża i Barcelony.








Bitch face


Na instagramie wywiązała się ciekawa dyskusja na temat bitch face. Zdradziłam, że gdy się nie uśmiecham, sprawiam wrażenie wyniosłej zołzy i okazało się, że nie jestem z tym sama. Często na chodniku słyszę "uśmiechnij się", a od znajomych zdarzało mi się usłyszeć "ktoś ci umarł?". Długo nie wiedziałam, o co chodzi, ale w końcu w internecie przeczytałam o syndromie bitch face. Jeśli macie podobny problem, zwróćcie uwagę na swój naturalny wyraz twarzy - może warto się częściej uśmiechać? :)




Ostre cięcie


W styczniu odważyłam się na skrócenie włosów i o ile z długości jestem bardzo zadowolona, utwierdziłam się w przekonaniu, że nawet minimalne cieniowanie nie jest dla mnie. Włosy podcięte w kształcie U układają się dużo lepiej i dużo ładniej się prezentują. Czasami tęsknię za długimi włosami, ale z drugiej strony potrzebowałam zmian, więc niczego nie żałuję. Ostatnio w powietrzu wyczułam wiosnę i nabrałam ochoty na... powrót do rozjaśniania. Zobaczymy. :)



 Po lewej włosy przed cięciem (wilgotne), a po prawej po podcięciu.





Zaginięcie i odnalezienie kotka - historia z małym cudem


Wszyscy, którzy śledzą mnie na Instagramie wiedzą, że w zeszłym tygodniu przeżyłam mały horror związany z moją małą czworonożną przyjaciółką. Mój narzeczony wyjechał w poniedziałek na tygodniową delegację, więc ok. 20:00 postanowiłam wybrać się na zakupy spożywcze do Auchan. Ok. 22:00 wróciłam z siatami do domu i gdy zamykałam drzwi, moja niewychodząca kicia czmychnęła na dwór. Włożyła głowę między drzwi a futrynę i miałam do wyboru albo przytrzasnąć ją drzwiami, albo puścić wolno. Wybrałam to drugie, bo nie wiedziałam, że zniknie na kilka dni... Wyszłam za nią, ale uciekła ode mnie i stopiła się z nocą. Po chwili po kałużach przejechał samochód, który narobił dużo hałasu i prawdopodobnie wystraszyła się go i uciekła jeszcze dalej (wczoraj usłyszała taki sam dźwięk przez uchylone okno i cała się napuszyła). Chwilę potem spadł deszcz, który dodatkowo pogorszył sytuację... 






Bałam się jak diabli, ale do 1:00 w nocy chodziłam z latarką i jej szukałam - bez skutku. Wstałam wcześnie rano, ale wciąż jej nie było. Ruszyłam więc na intensywne poszukiwania, które trwały aż do piątku. Obeszłam wszystkie domy w okolicy, rozwiesiłam plakaty, ale nikt jej nie widział. Następnego dnia wydrukowałam ulotki i zaczęłam roznosić je po skrzynkach. Zaspamowałam swoim plakatem niemal wszystkie kocie fanpage'e i strony z ogłoszeniami (olx, gumtree), a modlitwę do św. Antoniego zmówiłam chyba kilkadziesiąt razy (zawsze mi pomagał odnaleźć zgubę).






W czwartek weszłam do sklepiku, w którym powiesiłam plakat i pani ekspedientka poinformowała mnie, że pewna dziewczynka widziała podobnego kotka przy lesie. Dostałam adres dziewczynki i poszłam do jej domu. Porozmawiałam z jej tatą, zostawiłam swoją wizytówkę i obeszłam domy położone przy lesie, a w każdej skrzynce pocztowej na tym osiedlu zostawiłam ulotkę.






W piątek ok. 22:00 byłam w drodze do mojej siostry po kolejną porcję ulotek (mi już skończył się tusz), gdy zadzwonił do mnie nieznany numer! Nigdy nie odbieram telefonu podczas prowadzenia auta, ale tym razem na szczęście stałam w kolejce do wjazdu na autostradę. Pan zapytał, czy Pepsi już się odnalazła, a ja odpowiedziałam smutnym głosem, że jeszcze nie. Wtedy usłyszałam "no to już się znalazła". ♡   Zapytałam tylko czy jest małym kotkiem i czy ma kilka białych włosków w uszach i na szyi, a także poprosiłam o smsa z adresem, abym mogła ją odebrać. Płakałam ze szczęścia chyba z pół godziny, a pod domem mojej siostry odebrałam mmsa ze zdjęciem małej zguby. Mogłam odetchnąć z ulgą...

Okazało się, że kicia była w miejscu, do którego nie dotarłam z ulotkami, w zupełnie innym kierunku. Ale! Rodzina dziewczynki, która widziała kotka w okolicach lasu, była akurat w odwiedzinach w domu, pod który wieczorem przyszła miaucząca Pepsi! To był po prostu cud :) Wyobrażałam sobie, że kicia siedzi gdzieś obłocona, głodna i pełna strachu, a ona okazała się wędrowniczką. Mimo panujących ulew była czyściutka, ale bardzo głodna. Schudła chyba kilogram i znów muszę ją podtuczyć. :)






Minęły 3 dni od jej powrotu, a ona wciąż śpi, tuli się, mruczy i ugniata wszystkie polarowe kocyki w domu. Tak się zmęczyła na emigracji, że nie interesują jej nawet ulubione zabawki. ;)

Wiem, że dla niektórych jest śmieszne, że tak przeżywałam całą sytuację, bo to "tylko kot"... Dla mnie to nie jest "tylko kot" - to przyjaciel, z którym mocno się zżyłam. Codziennie widzę, jak jest do mnie przywiązany, jak za mną tęskni, gdy nie ma mnie w domu i jakim jest uczuciowym stworzonkiem. Serce by mi pękło, gdyby coś mu się stało. Uwielbiam zwierzęta i każdą ich krzywdę mocno przeżywam. Szanuję je tak samo jak ludzi, mam z nimi kontakt od małego i otrzymałam od nich w swoim życiu wiele miłości. Nigdy nie polubię osoby, która źle traktuje zwierzęta.






Historia zakończyła się szczęśliwie, ale gdyby nie moja determinacja i "domokrąstwo", nie wiadomo, czy trafiłaby do domu. Byłam sama w domu, miałam osłabienie związane z PMS-em i mimo wszystko musiałam działać. Bardzo pomogła mi rodzina, znajomi oraz oczywiście obserwatorzy na Instagramie. Dzięki szczęśliwym kocim historiom nie traciłam nadziei, ale czarne myśli i tak ciągle do mnie wracały. Na szczęście już po wszystkim, ufff! Dziękuję wszystkim za wsparcie - najlepszych przyjaciół poznaje się w biedzie.  Wirtualne czytelniczki-przyjaciółki to jeden z wielu plusów prowadzenia bloga.



Zakupy wyprzedażowe






O tym, jakie jest moje podejście do kupowania ubrań napisałam już w TYM POŚCIE. Pokazałam też listę rzeczy, które upolowałam podczas zimowych wyprzedaży. :) W podsumowaniu przypomnę tylko, że do mojej szafy dołączyły:

1. Torebka Furla Metropolis Pinky (KLIK klik) - cena była obniżona w sumie o ok. 60%
2. Buty Emu Platinum Lo Mushroom (KLIK klik) - cena niższa o 30%
3. Pasek Tommy Hilfiger - cena niższa o 30%
4. Koszule Lambert - biała i niebieska (cena obniżona o 50%, dodatkowo kupiłam 3 koszule w cenie 2)
5. Torebka Michael Kors Jest Set Travel (KLIK klik) obniżona o 20% i portfel z tej samej serii (KLIK klik) obniżony o 62%. :)


Inne...




Walentynkowy bukiet i moje drobne zakupy w TK Maxie. W końcu kupiłam notes, w którym zapisuję sobie wszystkie pomysły na wpisy - swoje i Wasze. :)



Piękna zima w Poznaniu.



Słodkości, które jadłam w ostatnim czasie. :)



Muszę Wam powiedzieć, że kompletnie nie mam ręki do kwiatów... Zarówno te w wazonie, jak i w doniczce kwitną u mnie średnio tydzień, więc wkurzyłam się i kupiłam sztuczne. :D Wiem, że nic nie zastąpi naturalnych, ale jeśli tak dalej pójdzie, zbankrutuję... a dom bez kwitnących kwiatów to nie dom. ;) Te całe zielone na szczęście żyją u mnie długo.



Good hair day. :) Ale i tak planuję odwiedzić niedługo fryzjera, bo tęsknię za moimi grubymi końcówkami, które kiedyś naturalnie podwijały się do wewnątrz. Teraz, po delikatnym wycieniowaniu, mogę pomarzyć o takim efekcie...



Pamiętacie małe kotki, którym szukałam domu 2 lata temu? Ostatnio byłam u Kasi i Gosi odwiedzić jednego z nich - Batmana. :) A w drodze powrotnej trafiłam do sklepu Kik - mojego nowego ulubieńca. ;) Wśród chińskich bibelotów znalazłam tam biały porcelanowy wazon (na zdjęciu powyżej) i porcelanę w kolorze ecru, która idealnie pasuje do mojegzo estawu Villeroy&Boch z Lidla.



1. Znajdź kota. ;)
2. Tak odpoczywamy po pracy.
3. Pościel w kotki, która świeci nocą - prosty sposób na sprawienie radości dziecku. :)



W lutym po raz pierwszy byłam w escape roomie i baaardzo mi się podobało. To jest naprawdę uzależniające!
A pod koniec stycznia byłam na zabawie karnawałowej, też pierwszy raz w życiu. ;) Z tej okazji zrobiłam sobie loki, które opisałam TUTAJ.


Książka - ebook i wersja drukowana


W styczniu i lutym zabrałam się też za przygotowanie drukowanej wersji mojej książki o włosach. Nauczona doświadczeniem nastawiłam się, że trzeba przyjąć dużą rezerwę czasową. Jak już coś będę wiedziała na 100%, od razu dam Wam znać! :)

Ebook dostępny jest TUTAJ, a wersja papierowa TUTAJ.



To chyba tyle. :) Dajcie znać, co ciekawego działo się u Was!
Po krótkiej przerwie znów wracam do regularnego publikowania postów.


« Nowszy post Starszy post »
Kup moją książkę w wersji papierowej - online

49 komentarzy

  1. Masakra, też mam bitchface ;< ludzie się ciągle mnie pytają co mi jest, czemu jestem smutna, czemu jestem naburmuszona, co się stało itp. w momencie kiedy jestem w absolutnie normalnym, a często nawet dobrym humorze... Poza tym na studiach ludzie z którymi nawet nigdy nie rozmawiałam (podobno) uważali mnie za niemiłą i wyniosłą... Aż mi czasami głupio, bo chciałabym żeby ludzie mnie postrzegali jako taką osobę jaką naprawdę jestem ;( Ale co ja zrobię, że mam taką mordę ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, to co opisałaś to dokładnie syndrom bitch face... :( Na szczęście jest nas więcej i możemy się wspierać. ;) :))

      Usuń
  2. Co do bitch face nie mogę się opanować żeby nie skomentować :D Bitch face mam codziennie i codziennie ktoś mnie pyta czemu jestem smutna ;D A w rodzinie słyszę że na pewno się znowu przejmuję jakąś pierdołą i rozmyślam na zapas :D Mój luby myśli za to że jestem na niego obrażona jak tylko zobaczy taką minę :D A ja przecież jestem spokojna i nie mam z niczym problemu... :D Po prostu mam taką minę, czy muszę się ciągle uśmiechać? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie, Marta, Ty też? Taka śliczna buźka ♡♡♡

      Usuń
  3. Nie wiedziałam, że ma to swoją nazwę - bitchface, haha :) też to mam i wiele razy słyszałam od znajomych po czasie, że pierwsze wrażenie jakie sprawiam to wredna i wyniosła, co nie jest prawdą :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście po bliższym spotkaniu wszystko wychodzi na jaw. :))

      Usuń
  4. ładnie Ci w takich krótszych ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej! Odbiegając od tematu, piszę do Ciebie w sprawie olejowania włosów. Mam suche wysoko porowate kręcone włosy i zachęcona Twoimi postami i książka postanowiłam niedawno zacząć olejować włosy. Do tej pory olejowałam je tylko kilka razy olejem lnianym bądź z orzechów włoskich. Niestety za każdym razem olej się nie domywał :( Zastosowałam się w pełni do Twoich rad - olejowałam na mokro w misce, emulgowałam maską i myłam skalp delikatnym szamponem, oleju też wlewałam tylko pół łyżeczki. Ale za każdym razem olej zawsze w pewnym stopniu zostawał na włosach, jedyne co pomagało to szampon z sls. Czy wiesz co może być tego przyczyną?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolina, użyj jeszcze mniej oleju. :) Oleju potrzeba naprawdę niewiele, aby pokryć całe włosy - zmniejszenie ilości nie wpłynie na spadek efektywności olejowania, a w tym przypadku pomoże ją zwiększyć :))

      Usuń
  6. Droga Natalio! Uwielbiam czytać u Ciebie tego typu podsumowanka i zapewniam Cię, że jeśli chodzi o bitch face to absolutnie nie jesteś sama. Pozory często mylą i nie warto się przejmować. :D Twoja kicia jest przeurocza! I mam nadzieję, że więcej nie dojdzie już do takich strasznych sytuacji. Pozdrawiam cieplutko. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. bithface! dziękuję za nazwanie mojej przypadłości:D Tez często słyszę "uśmiechnij się" co doprowadza mnie do szału. Do tego jeszcze często jak się stresuję mówię tonem, który na pozór wydaje się lekceważący i za nic nie potrefię tego tonu wyłączyć. Ale przyzwyczaiłam się już że nie wszyscy na początku mnie lubią. Są tez tego plusy- wzbudzasz dystans i wydajesz się być ponad to, co czasami sprawia że inni odczuwają do Ciebie respect:D:D

    A jesli chodzi o kwiaty to mam ten sam problem co Ty. Często kupuję sobie goździki, bo są tanie albo takie nierozkwitnięte kwiatki, żeby dłużej staly. ale to i tak nie zawsze rozwiązuje sprawę. W sobotę kupilam pierwsze wiosenne tulipany- dziś przekwitły, więc cieszyłam się nimi 2 dni:P

    Ja nałogowo oglądam programy doroty szelągowskiej- kiedyś w jednym z nich pokazywała jak zrobić kulę ze sztucznych kwioatów. Jak masz ochote wygugluj sobie- wygląda to całkiem fajnie.
    Pozdrawiam:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam Dorotę! :) W takim razie łączą nas usychające kwiaty :D, bitch face i Dorota :)) Buziaki :*

      Usuń
  8. To już teraz wiem, co mam za gębę. ;D Ja pracuję w handlu i jak się nie uśmiecham, to klienci, którzy do mnie podchodzą od razu myślą, że smutna jestem. Nawet wczoraj jeden klient próbował mnie rozweselić, a ja miałam dobry humor, tylko nie lubię łazić ze sztucznie przyklejonym uśmiechem. :D
    A historia kotka wzruszająca. Dobrze, że ze szczęśliwym zakończeniem. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha - ten "sztuczny" uśmiech jest najgorszy... pamiętam, jak kiedyś próbowałam się cały dzień uśmiechać i mnie szczęka bolała i skóra wokół ust. ;)

      Usuń
  9. Ja ostatnio usłyszałam, że jestem "panią bez uśmiechu" - to chyba był tekst na podryw ale nie zadziałał :D A co do bitch face to moi znajomi śmieją się, że jestem kobietą z wredną twarzą- ale cóż zrobić, takie życie. A co do kotka, to bardzo współczuję. Sama mam dwa i nie wiem, co bym zrobiła gdyby któryś zaginął.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bitch face utrudnia życie. :( Osoby z tym syndromem są najczęściej nielubiane... "za twarz". ;)

      Usuń
  10. Ale Ci Pepsi napędziła strachu.. dobrze, że wszystko się dobrze skończyło. Ja również mam bitch face.. ale chociaż jestem pogodną osobą i często się uśmiecham to jednak pewne granice istnieją. Są dni kiedy po prostu nie będę się uśmiechać bez powodu do każdego. Spotkałam się nawet z tym, że chociaż z człowiekiem nie zamieniłam nigdy ani słowa to miał o mnie bardzo negatywne zdanie.. to bardzo przykre i krzywdzące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak jest. :(( I to jest najgorsze....

      Usuń
  11. A mi się bardzo podoba to zdjęcie z dłuższymi włosa, chyba chodzi o ten przedzialek,moim zdaniem bardzo Ci pasuje!
    Przyłączam się do bitchface,tez mi wiele osób mówi, że sprawiam na początku wrażenie zimnej i wrednej.
    Za kotka to trzymałam cały czas kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jestem za rozjasnianiem!:-) Lubie oglądać Twoje metamorfozy :-)

      Usuń
  12. oty podwórkowe lubią takie wyprawy, a koty domowe są poza domem całkowicie bezbronne. Dobrze, że się znalazła cała i zdrowa.
    A co do bitch face'a - Bitch, please... Ja dodatkowo chodzę szybkim krokiem i mam nawyk zaciskania szczęki kiedy muszę się skupić, więc sprawiam wrażenie osoby neurotycznej. Nawet mówią o mnie w pracy, że ciągle chodzę wkurzona. Mój mąż ma za to bardzo pogodne usposobienie i tak sobie myślę, że ludzie pewnie komentują nas stereotypowo: "taki miły facet, a ma taką wredną żonę" :D
    Nie uśmiechaj się na siłę, bo będzie Cię boleć twarz :D Za to prawdziwego uśmiechu życzę Ci od ucha do ucha :)))
    I świetne masz te krótsze włosy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o ból twarzy - potwierdzam. :D Dziękuję i wzajemnie. :**

      Usuń
  13. Dobrze, że kotka się znalazła. Nie wyobrażam sobie nawet co musiałaś przeżywać, bo nawet nie chcę myśleć, co ja bym przeżywała, gdyby któryś z moich kotów zaginął. Nawet jak są w domu i nie mogę ich znaleźć to mam stracha :P
    Nie jesteś sama z bitch face. Ja również wyglądam jędzowato, gdy się nie uśmiecham, a robię to rzadko bo nie lubię swojego uśmiechu i zębów. Ostatecznie zostaje grymas, który czasami wygląda jakbym była "dziwna".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście horror już za mną... i nie chcę tego ponownie przechodzić. Nie wiem tylko, co zrobić latem, bo uwielbiam mieć pootwierane wszystkie okna i drzwi tarasowe. Chyba jakieś moskitiery będę musiała zamontować. :)

      Usuń
  14. Cześć, sledze Twojego bloga od dawna i juz nie raz korzystalam z Twoich włosowych rad :) nie wiem, czy będziesz w stanie odpowiedziec na moje pytanie, jednak chociaż spróbuje zapytać, bo nie mam do kogo się z tym zwrocic, a akurat Ty na włosach znasz sie jak nikt inny ;) moje włosy oceniał na srednioporowate w kierunku wysokoporowatych. Reagują one bardzo na wilgoc- chloną ją i są wtedy przyklapniete. Sa z natury proste i dosc blyszczace. Myje je codziennie, poniewaz szybko się przetluszczaja, przy kazdym myciu nakładam na nie maske lub odzywke. Do niedawna naprawdę bardzo podobały mi sie moje włosy, ale to co się z nimi stało po ostatnim farbowaniu to tragedia :( wczesniej delikatnie je rozjasnialam, farbowalam co około 2-3 miesiace. Jednak rozjasniacz był w lżejszej formie, i zawsze nalozony na krotki czas. Ostatnio popelnilam duży blad i rozjasnilam włosy bardziej radykalnie, przez co przesuszyly sie. Jednak dzięki intensywnemu nawilzaniu wyglądały na dość zdrowe (ale nie tak jak wczesniej). Tydzień temu polozylam na cale włosy farbę, która tak apropo jest bardzo popularna, jednak zbiera dużo negatywnych opinii - nie wiem co mnie podkusilo, aby ja położyć. Od tego czasu wlosy plączą sie (nawet po nałożeniu jedwabiu i olejku do włosów!) skóra głowy jest podrazniona, szybko sie przetluszczaja, są lamliwe, sztywne. Nie mam pojęcia jak sobie z nimi poradzić, nigdy nie były w takim stanie :( czy masz może jakiś pomysł jak moglabym im pomoc? Bardzo będę wdzięczna za odpowiedź! 💙

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poszukaj w archiwum bloga stare posty, jeszcze za czasów kiedy Natalia rozjaśniała włosy :)

      Usuń
  15. Bitch face hmmm taaak, znam to. Nie raz jak się sama niechcący zobaczę w odbiciu w jakimś lustrze albo witrynie sklepowej, to aż się sama wystraszam :-) Jak czytałam o kotku to aż się popłakałam:( najpierw ze smutku,potem ze wzruszenia:* Aleeeee widzę na zdjęciu z telewizorem moją ulubioną bajkę, 😁

    OdpowiedzUsuń
  16. Też mam bitch face i nauczyłam się z tym żyć :D a stres związany z zaginięciem Pepsi rozumiem doskonale! Też mi się to kiedyś przytrafiło. Bardzo się cieszę że wróciła cała i zdrowa do domu. Ja też kocham moje futra miłością szaleńczą i nie wyobrażam sobie, że coś złego mogłoby je spotkać... Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Jejku, wierzę, że przeżywałaś mocno sytuację z kotkiem. Londyn piękny, może wkrótce uda się go odwiedzić.

    OdpowiedzUsuń
  18. Śledziłam na instagramie losy Twojej kotki, ale tak czułam, że się znajdzie i byłam spokojna ;) Tu nie ma co się śmiać, że to tylko kot - człowiek potrafi się tak zżyć ze zwierzątkiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja mam odwortnie ciagle sie usmiecham nawet jak nie chce to tak juz mam , za to kiedy po prostu nie mam nastroj od razu wszystcy sie mnie pytaja co sie stalo gdzie moj usmiech :) I tak zle I tak nie dobrze

    OdpowiedzUsuń
  20. Natalio, ale włosy obcięte w U lub V są cieniowane! Niecieniowane są tylko te obcięte na prosto. Brak widocznych warstw, efilowania itp. nie oznacza, że nasze włosy nie są cieniowane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wiem, nawet pisałam o tym w książce. :) Użyłam skrótu myślowego - teraz mam włosy postrzępione na całej długości i jakby postopniowane, a dużo lepiej się układają, gdy są obcięte na linii samych końcówek, właśnie w U lub na prosto. :) Nie wiem, jak to dokładnie opisać. ;)

      Usuń
  21. Też mam bitch face, ale przyzwyczaiłam się już do tego i do głupoty innych ludzi. Kiedyś było mi bardzo przykro, że ludzie zamiast mnie poznać to od razu wysnuwają wnioski na podstawie moich "zimnych oczu", czy powściągliwości. Szczególnie, że szły za tym niemiłe słowa. Jestem osoba bardzo wrażliwą, empatyczną i słysząc na co dzień takie brednie ciężko mi się funkcjonowało.

    OdpowiedzUsuń
  22. Mam pytanie odnośnie tej pięknej farby na ścianie, jaka to firma?
    Z góry dziękuję za odpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
  23. głupoty gadacie z tym bich..f. To po prostu taka mina, zamyślenie ciężko na tym panować, myślę, że po prostu poważne osoby mogą takmieć, co w tym złego???;), mam to 100 lat, przecież sama siebie nie widzę....!
    Najgorsze jest to, że ta mina z wiekiem się pogłębia i wtedy bruzdy wyglądają nieciekawie...
    a.

    OdpowiedzUsuń
  24. Natalko polecam Ci film "Pokot", przepiękny film o miłośniczce zwierząt walczącej z kłusownictwem. Tak się cieszę ,że maleństwo się znalazło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo dziękuję 😍 Obejrzę. Do tej pory moim ulubieńcem był Hachiko 💙

      Usuń
  25. Kochana Natalio. Już tylko w tobie ma nadzieja. Kompletnie nie wiem co mam robić. Moje włosy są rozjaśnianie i wysokoporowate. Chcę zaprzestać farbowania i po konsultacji z fryzjerem stwierdziłam, że najlepiej będzie w miarę wzrostu włosa rozjaśniać tylko pasemka, ale jak odżywić je na długości? Są suche, cienkie i niestety rzadko wyglądają dobrze. Mój problem tkwi w tym, że końcówki włosów są w dobrym stanie tak jak i te u nasady, natomiast mniej więcej w ich połowie jest katastrofa. Olejowanie robię oliwą z oliwek. Z początku była bajka, Ale teraz wydaje mi się, ze nie ma żadnej poprawy już od dłuższego czasu. Zastanawiam się czy keratynowe prostowanie produktem z Ali purekeratin coś pomoże. Dodatkowo jeśli chciałabym rozjaśniać pasemka aby utworzyć delikatne przejście to jak to zrobić aby nie mieć żółtka na włosach? Musiałabym położyć najpierw rozjaśniacz a potem farbę, ale myjąc włosy zgubie te pasemka, wiec może masz jakiś pomysł?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to nie jest przypadkiem od poduszki albo od zwiazywania włosów w kucyk? Jesli tak to musisz chronić włosy, bo pielegnacja niewiele tu da bez ochrony przed gumką i szorstką poduszką. Polecam jedwabną poszewkę:) Na żółtko najlepsze są fioletowe szampony albo gencjana:)

      Usuń
  26. Mnie sw Antoni tez wielokrotnie uratowal .
    Pozdrawiam kochana .

    OdpowiedzUsuń
  27. O matko wspolczuje Ci takich przezyc z kotkiem, ja nie wyobrazam sobie stracic mojego Billego ( psiak Bokser) nawet na chwile, a juz z niego staruszek jest bo ma prawie 11 lat. Ale kochany i nie wyobrazam sobie dnia bez niego.

    OdpowiedzUsuń
  28. Piękne te zdjęcia z Londynu. Również marze żeby tam pojechać.

    OdpowiedzUsuń
  29. Natalio, gdzie kupiłas takie ladne sztuczne kwiaty?

    OdpowiedzUsuń

Instagram